CSS font-family

This is a paragraph, shown in the Times New Roman font.

This is a paragraph, shown in the Arial font.

-->

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 25 : " Już nie długo ! "


*Jenny*


- Księżniczko !. Budź się !. – obudziło mnie mocne pukanie w drzwi i krzyki, oczywiście była to zdzirowata Megan …
- Ach ! Mogli mi kupić szczelne drzwi !. Wtedy była bym w niebie !. – westchnęła Kathy.
- I tak masz boski pokój !. Nie narzekaj. – szybko ją skarciłam.
- Masz racje i niestety moja ukochana siostrzyczka też, musimy  się zbierać do szkoły. – Szybko wstałyśmy, ubrałyśmy się i już byłyśmy w szkole. Zaczęłam szukać Jaspera. Chcę go przeprosić za wczoraj. Tak wiem, głupio wyszło. Zwłaszcza, że go nie lubię i muszę mu rację przyznać … Chcę go mieć jak najszybciej z głowy. Stał przy swojej szafce.
- Heja. – zawołałam z udawaną radością.
- O ! przyszła obrończyni wszystkich pijanych mężczyzn, którzy zmuszają młode dziewczyny do robienia tego czego oni chcą !.
- Daruj sobie. Przyszłam cię przeprosić i zaraz sobie pójdę. A więc, przepraszam cię za to, że tak na ciebie wczoraj naskoczyłam.
- Co tam szepczesz maleńka ? – udawał, że nie słyszy, ale ja wiedziałam, że to nie prawda.
- Że cię przepraszam. – powiedziałam, nie dając się wytrącić z równowagi.
- Oj ! Chyba słuch mnie dzisiaj zawodzi !. – wskazał palcem na ucho. Nie wytrzymałam !. Mimo swoich wcześniejszych obietnic.
- Jasper ! idioto ! Próbuje cię przeprosić, a ty sobie z tego jaja robisz !. Wiesz jak trudno jest przepraszać osobę którą się nie lubi ?!.



- Już nie długo !. – nie bardzo wiedziałam co ma na myśli.
- Co ?!.
- Nie długo będziesz za mną szaleć. – Jasper jak zwykle pewny siebie, teraz uśmiechał się od ucha do ucha.
- Nawet nie w snach !. Możesz sobie tylko o tym pomarzyć !.
- Och, kochanie nie denerwuj się. Od tego ci się zmarszczki porobią, a przecież nie będę chodzić z brzydulą.
- Tylko nie kochanie !!. – zagroziłam mu palcem.
- A, rozumiem wolisz na ostro, ok. Kociaku !.
- Debilu !. Ciebie nawet stara panna by nie chciała !.
- O, patrz !. a twoja kumpela Georgina mnie chcę i nawet za mną lata, w  sumie to w tej szkole, każda się za mną ogląda.
- Po pierwsze nie moja kumpela !!. Po drugie co ty możesz o niej wiedzieć ?. Przecież te dziewczyny mózgu nie mają !.
- Nic. Ale na pewno sama mi o sobie opowie. Wiesz co miało mi się z tobą gawędziło, ale Georgina czeka. To jak to mówią w tej szkole psiapsióły? – udawał, że przez chwilę się zastanawia - A no tak, papatki !. – zrobił dziwną minę jakby w stylu plastików z naszej szkoły i sobie poszedł. Nie zdążyłam się nawet ruszyć z miejsca, a Liam się na mnie rzucił i przyparł mnie do szafek.
- Co to miało być ?. Jenn naprawdę tak nisko upadłaś ?. – patrzył mi głęboko w oczy.
- O czym ty mówisz ?.
- Jasper ? Serio ? Myślałem że jesteś mądrzejsza.
- Po pierwsze czy możesz ze mnie zejść ?. Po drugie niżej niż wtedy, kiedy kolegowałam się z tobą nigdy nie upadłam. Chyba mogę się kolegować z kim chcę !. – wiedziałam, że między mną a Jasperem nic nie ma. Jedynie co do niego czuje to niechęć, po prostu go nie lubię. Wiem, że on się tak tylko ze mną drażni, ale mnie wkurza takie coś !.
- Po prostu się o ciebie martwię. Wiem więcej o nim niż ty i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że on nie jest dla ciebie. – Liam w końcu ode mnie się odsunął i stanął na pewnej odległości.
- Tak ? A jaki chłopak jest dla mnie odpowiedni ? No proszę powiedz.
- Jenny, po prostu chcę cię chronić. Już i tak wiele przeze mnie się nacierpiałaś… - w jego brązowych tęczówkach widziałam ból.
- Nie mylisz się. Liam, po prostu raz na zawsze zniknij z mojego świata !. – poszłam do swojej klasy, zostawiając go tam samego.


*Martin*

Obudziłem się gdzieś o 13. Iść do szkoły nawet nie miało sensu ... I co ja dzisiaj będę cały dzień robić ?. Ale zaraz pewnie Chris też nie poszedł !. Poszedłem ubrać buty i skierowałem się w stronę domu tego złamasa. Otworzyła mi jego mama.
-Dzień dobry. Jest Christopher ?
-Cześć Martin.  Chris siedzi  w swoim pokoju.
-Dziękuje.- wszedłem po schodach i bez pukania zrobiłem mu wjazd na pokój.- No siema ! Chris ? Co ty robisz ?!
-Ej ! Mama cię nie nauczyła pukać ?
-Chris ! Ty ćpasz ?!
-Zamknij się ! Zwariowałeś ?
-Skąd to masz ? Czy ty jesteś mądry ?
-Dobra spokojnie ! Dlaczego mam ci się spowiadać ?
-Bo jestem twoim najlepszym przyjacielem ? Chris od kiedy ty to ... no wiesz.
-Od niedawna … ale to nie jest takie proste !.
-Jak miałeś kłopoty to trzeba było przyjść do mnie. Przecież bym ci pomógł do cholery no ! - Chris chyba w końcu zmiękł... jakby pojawiły mu się łzy w oczach ?- opowiesz mi wszystko od początku. ?
-Chyba nie chcesz tego słuchać …
-Po pierwsze mówiłeś , że to od nie dawna , więc kurde co jest prawdą ? A po drugie jestem twoim przyjacielem, już ci to mówiłem, i chcę tego słuchać.
-No dobra. To się zaczęło, jak zacząłeś spotykać się  z Katheriną , a Jenny coś kręciła z Liamem. Nie mieliście czasu , wiec wychodziłem na miasto i zakolegowałem się z różnymi ludźmi. I się w kręciłem w ich środowisko. Ale było coraz gorzej... moja mama się z czaiła i pojechałem na odwyk…
- A nam powiedziałeś , że pojechałeś do ciotki ? – już coraz bardziej rozumiałam tą sytuacje.
-No bo co miałem wam powiedzieć ? Wstydziłem się tego !. Co ty byś zrobił na moim miejscu ?!
-Ale dlaczego do tego w ogóle wracasz ? skoro byłeś na odwyku !.
- Szczerze... – widać było, że się zastanawia, nad jakąś sensowną wymówką  - to nie wiem . Jakoś przypomniało mi się jak w tedy było i zacząłem od nowa..
-Stary ! Oddaj mi to ! wszystkie jakie masz ..- wyciągnąłem rękę i czekałem.  Chłopak się wahał i nie wiedział co zrobić. Oddał mi po jakiejś chwili to co wciągał i to co miał w szufladzie  ... szybko schowałem je do kieszeni, a Christopher wyszedł na balkon.
-A jak sobie nie poradzę ?. Jak znowu będę chciał do tego wrócić ?. To nie jest takie proste …
-Pamiętaj , że masz nas.
- Nie, nie czekaj. Dziewczyny nie mogą się o tym dowiedzieć !. Nikt nie może …
- Wiesz, że nie lubię okłamywać Kathy …
- Obiecaj. – powiedział stanowczo.
- Co ?.
- Nikomu nic nie powiesz. – w co ja się pakuję ?. ale przecież to mój przyjaciel !.
- Obiecuję.

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 24 : Imprezę na plaży czas zacząć !!


*Jenny *


Nie wiedziałam co się dzieję. Straciłam równowagę i upadłam na coś twardego. Zbyt twardego… Nagle przed oczami pojawiła się ciemność, poza nią już nic nie widziałam … zemdlałam.
- Jenn ? Jenn ! – usłyszałam jakieś krzyki … Starałam się otworzyć oczy, ale nie mogłam … - jejku, no ! Obudź się w końcu ! – i znów ten sam głos … zebrałam w sobie wszystkie siły, aby otworzyć oczy. Gdy tylko to zrobiłam znów zakręciło mi się potwornie w głowie.

 Obraz był zamglony, dlatego nie mogłam rozpoznać kto cały czas wymawiał moje imię. - Dzięki Bogu ! W końcu ! – Przecież to była Kathy !. Na szczęście widziałam już coraz lepiej. Za mną i Kathy dostrzegłam jakieś dziwne odgłosy, jakby … bójka !. Ale zaraz, czy to nie był Jasper ?!. Jasper !. Co on wyprawia ? i dlaczego bije jakiegoś faceta ?. Przecież to ten sam gość, który ciągną mnie na parkiet !. No nie !. Czy on naprawdę postradał wszystkie zmysły ?!. Chciałam wstać ale ból głowy mi na to nie pozwolił. Na szczęście Martin, Chris i paru innych chłopaków już ich rozdzielili. Kathy pomogła mi się podnieść. Jasper już troszkę ochłoną i podszedł do baru, wciąż cały jeszcze nabuzowany. Szybko udałam się w jego kierunku.
- Co ty wyprawiasz ?! Odbiło ci ?!.
- Mi ? To ten kretyn nie wie co oznacza NIE !.
- Ale ty za to oczywiście wiesz !.
- Nie możesz po prostu mi podziękować i zapomnieć o całej sprawie ?. – wypił całym jednym susem wódkę którą podał mu kelner.
- Podziękować ?!. Przecież ty go pobiłeś !.- miałam wrażenie, że on w ogóle nie wie co mówi.
- Wiesz co ?! – szybkim ruchem wstał i staną przede mną tak że nasze czoła się prawie stykały. – Gdyby nie ja to byś nadal z nim tańczyła mimo własnej woli ! ale ty przecież byś sobie poradziła, prawda ?! Ty myślisz że ten facet by na tym skończył ?! Mylisz się !. Ale przecież dla ciebie, to nadal nie jest żadne wytłumaczenie !. Przepraszam cię, że przeze mnie zemdlałaś. Chciałem cię tylko chronić !. – szybkim krokiem wsiadł na swój motor i z piskiem opon odjechał. Stałam tam jak wryta. W końcu do mnie dotarło, że miał rację. On mnie obronił, a ja na niego naskoczyłam…
- Jak się czujesz ? – podeszła do mnie Katherina.
- Pytasz o mój stan psychiczny czy fizyczny ? – spytałam ze smutnym uśmiechem.
- O to i o to.
- Fizyczny całkiem ok. Psychiczny nie pytaj. - kurde głupio mi teraz, że tak na niego naskoczyłam. Ja to zawsze muszę wszystko schrzanić.
- Nie martw się, jeszcze dzień się nie skończył !. Z resztą dzisiaj przecież śpisz u mnie !. Zrobimy sobie babski wieczór, manikiur i te sprawy. – Kathy przytuliła mnie, a mi się od razu humor poprawił. Zawsze ona jest w stanie mi go poprawić !.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła ?
- Wiesz ? Też często się nad tym zastanawiam...- obydwie wybuchłyśmy śmiechem.


*Martin *

Widziałem jak Katherina rozmawiała z Jenny. Wiedziałem, że ona zadba o zdrowie mojej siostry, dlatego zacząłem szukać Chrisa. Nigdzie go nie było.  Dopiero po pół godzinnym szukaniu, zauważyłem go kawałek od plaży.
- Ej Chris !! Co ty tu robisz ?- zacząłem wołać. Chłopak jakby się trochę speszył ? Wymieniał się czymś z jakimś zbudowanym dryblasem. Coś tak jakby … Liam ? Nie no, bez przesady !. Chris i Liam ? nigdy w życiu !.  Ale co ten chłopak dał mu ?
-  Co to jest ? Co on ci dawał ?
- Co panikujesz ? Nic takiego !- widziałem , że ściemnia . Za dobrze go znam.
- Nie jestem głupi !
- Ogarnij ! koleś chciał ognia , a ja miałem zapalniczkę. Chyba nie zrobiłem żadnego przestępstwa.?-  chodź mnie zapewniał, czułem , że coś jest nie tak.
- Ale co ty tu w ogóle robisz ? Nie dawno jeszcze tańczyłeś z jakąś blondyną . – to było do niego nie podobne, zawsze jak wyrywał jakąś laskę to od pędzić go nie można było od niej.
- Ziom co to za przesłuchanie ? Chciało mi się przejść, to się przeszedłem ok ? Jeszcze masz jakieś pytania ?
- Dobra okej. Już się tak nie bulwersuj.
- Cho na parkiet. Pewnie dziewczyny już się za nami stęskniły.
- No za tobą na pewno. – wybuchliśmy oboje śmiechem.
- Gdzie jest Jasper ? – spytał po chwili Chris.
- Z Jenn się posprzeczał i pojechał do domu.
- No tak. Jenny dobrze robi, ten chłopak jest nie dla niej. – nie bardzo rozumiałem co ma namyśli, ale nie wnikałem, bo doszliśmy już na plaże, gdzie była za głośna muzyka, żeby gadać.
Przetańczyliśmy chyba z pięć godzin i co dziwne nikt nie czuł się zmęczony. Jednak wiedziałem, że to może zaszkodzić Kathy .
- Wracamy ?
- Nie no weź ! Jest jeszcze wcześnie ? - I jak zwykle w tej sprawie Kathy krzyczała najgłośniej.
- Wcześnie ? Mała jest trzecia nad ranem .- pocałowałem ją  w czoło i wziąłem ją na ręce bo wiedziałem, że jej inaczej niż siłą stąd nie wyciągnę.



- A tak się świetnie bawiłam. – powiedziała smutnym głosem, ale zaraz potem zaczęła się głośno śmiać.


środa, 1 maja 2013

Rozdział 23. Magia chwili.


*Katherina*

Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i jechałam w kierunku mojego nowego domu. Tak, nie przewidzieliście się, już dzisiaj, teraz się przeprowadzam .! Nie mogę się już doczekać kiedy tam się urządzę i będę mogła spokojnie mieszkać ...z dala od Megan.
-No, skarbie ! Cieszysz się ?-  tato zawsze zadaje to pytanie, chociaż wie jak bardzo się cieszę.
-No pewnie ! Strasznie się cieszę ! Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. - wysiedliśmy z samochodu, a tato zaczął wyjmować z bagażnika nasze walizki, a potem stanął przede mną wymachując mi jakąś chustką przed oczami.
-Okej ? Nie za bardzo rozumiem ...-  stałam z nadzieją , że dowiem się o co chodzi.- Ej co ty robisz ?!
-Zawiązuje ci chustką oczy ?- odpowiedział, jakby to było  w pełni zrozumiałe.
-Ale po co ?
-Chcę ci zrobić niespodziankę .
-Ale ja już widziałam ten materac w moim pokoju na którym będę na razie sapać.
-Oj nie marudź tylko chodź.- Nie wiedziałam , gdzie on mnie w ogóle ciągnie.
-Uważaj będzie kilka stopni.- zawahał się. - Albo bezpieczniej będzie jak cię zaniosę.
-Tato nie !- no ale cóż on zawsze stawia na swoje. Był najwyraźniej z siebie strasznie dumny i czymś podekscytowany.
-Uwaga.. oh mam tylko nadzieję , że ci sie spodoba.- Zdjął mi chustkę i szybko otworzyłam oczy.
-I jak ..?- Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Zobaczyłam ogromne białe łóżko, a nad nim zostały umieszczone fotografie z mojego, prawie całego życia. Jedna była największa ,  na samym środku. Przedstawiała ona, mnie i Martina, wtedy w wesołym miasteczku, gdy Martin mnie obejmował. Wokół niej były mniejsze zdjęcia, z różnych roczników. Najwięcej było z Jenny. Po drugiej stronie stało wielkie biurko, a na nim … laptopa ?! O garderobie już nawet nie wspomnę… jest wspaniała ! A obok niej jest wielki balkon ! Jeju ! Jaki on jest kochany... Ale zaraz … Jak on to zrobił ? Skąd miał te zdjęcia ? I w ogóle kiedy ? Ten pokój był moim marzeniem !.
-Tato ! On jest przecudny ! - Rzuciłam mu się na szyję . Nie mogłam uwierzyć , że to będzie mój pokój, że ja w nim będę mieszkać i , że on to zrobił dla mnie . - Strasznie ci dziękuje . To najwspanialszy pokój na świecie ! Ale skąd masz te zdjęcia ? I jak ty to w ogóle zrobiłeś ?
-No wiesz razem z Martinem szybko nam poszło. On podsuną pomysł z zdjęciami, mówił że zawsze chciałaś takie mieć. To wspaniały chłopak, widać że mu na tobie zależy.
- co ? on też brał w tym udział ?
- Oczywiście. Gdyby nie on, to, to wszystko by nie wyszło. – widać było, że mój chłopak zaimponował mu.
-Kocham cię tato.- pocałowałam go w policzek.
- Ja ciebie też, kotku. Pójdę po walizki. Strasznie cieszę się, że ci się podoba ! – powiedział z entuzjazmem i poszedł na dół. Od razu poszłam na balkon. Aż zabrało mi dech w piersiach ! Widok z niego był nieziemski, było widać całe miasto !. Nagle poczułam oddech na moim ramieniu. Wiedziałam do kogo należał. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- Podoba się ?
- Żartujesz ?! To najpiękniejszy dom w całej dzielnicy !. Martin nie musiałeś tego dla mnie robić …
- Kocham jak się uśmiechasz i jesteś szczęśliwa. – obróciłam się i namiętnie go pocałowałam. Tak bardzo go kocham … Jestem taka szczęśliwa !. To wszystko jest takie … takie z bajki !.
- Mam dla ciebie propozycje – powiedział gdy się od siebie odkleliśmy.
- hym ?
- Możemy iść na imprezę na plaże. Będzie tam parę fajnych osób. W sumie to nie mamy wyjścia bo obiecałem Chrisowi, ale wiem jak bardzo chciałabyś się nacieszyć nowym otoczeniem. Więc wybór należy do ciebie.
- Wiesz co, będę miała jeszcze kupę lat, aby się nim nacieszyć, więc wybieram plaże.


*Jenny *

-To co gotowa na imprezę ?- Katherina wpadła do mojego domu z wspaniałym humorem…
-No jasne ! Ja ? zawsze ! Ale najpierw … co cie tak strasznie cieszy  ?
-Przeprowadziłam się !- zaczęła skakać a ja razem z nią.- wiesz jaki mam pokój i… LAPTOPA !!  Bomba !! A jaki balkon ! Obiecaj mi, że dzisiaj będziesz u mnie nocować ! i pomożesz mi się rozpakować !. Mam dwuosobowe łóżko !. - ona zawsze cieszy się jak dziecko, a ja lubię jej w tym towarzyszyć.
-Ej a ja ?- Chrisowi wreszcie udało się wtrącić do naszej "rozmowy".
-No nad tobą to muszę pomyśleć.-  Kathy udała , że nie jest zachwycona z jago propozycji.- Ej ! Gdzie jest Martin ? Musimy już wychodzić !.
-Mam nadzieję że szybko przyjdzie bo z wami dwiema to nie wytrzymam.- A my wybuchłyśmy nie opanowanym śmiechem.
- Ale Chris, on będzie na plaży, a my mamy do niego dojść. – wyjąkałam przez śmiech, a Kathy jeszcze bardziej zaczęła się zataczać ze śmiechu, o ile było to możliwe.

Do plaży mamy niedaleko i chociaż dyskoteka była dopiero o 19 to przyszliśmy tu wcześniej, co jak co, ale plaża to była jedna z naszych ulubionych miejscówek.
-O Martin idzie !- Katherina ,nie wiem jakim cudem, ale wyparzyła go z tak daleka i pobiegła go przywitać.
-Z kim on idzie ?- zaraz czy to nie … ? – No nie !!! – krzyknęłam na cały głos.
-Cześć ziomeczki ! Poznajcie to jest..
-Jasper..- wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, oprócz Chrisa, który już był wtajemniczony. Jeszcze jego nam tu brakowało !.- My się znamy.
-Cześć mała. Nie stęskniłaś się za mną ?


-A  co chciałbyś ?
-Ej dobra , dobra .. widzę , że już zdążyliście się polubić. – powiedział Martin.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.- Jasper uśmiechnął się jak zwykle tym łobuzerskim uśmiechem do mnie, a ja wywróciłam tylko oczami. Nie znoszę takich facetów jak on !. Pewnych siebie, zadziornych i nie wychowanych !. Jedyne co ma, to urodę, to trzeba mu przyznać.
-Przynieśliśmy lody.
-Ooo..! - Chris oczywiście sie na nie rzucił, nie wiele brakowało, żeby reklamówkę rozerwał.
Nie minęło dobre 20 minut, gdy Chrisowi jak zwykle zaczęło się nudzić.
-Będziemy tu tak leżeć do 19 ?
-Chris proszę cię nie zaczynaj okej ?- on nigdy nie umie usiedzieć długo w jednym miejscu. Cały czas by gdzieś łaził !.
-Bo wiesz może dla ciebie i Kathy to całe opalanie jest fajne... ale mi sie nudzi.
-To idźcie sobie pograć w siatkę . Przecież nikogo tam akurat nie ma .
-Albo może...- te słowa jakoś w jego ustach mnie przerażały … on miał totalnie zrytą banie, czyli głupie pomysły do kwadratu.
-Aaa ! Chris nie ! Puść mnie ! - wziął mnie na ręce i biegł w stronę morza .- Błagam Chris !!
-Chyba sobie żartujesz .
-Tak takim momencie zbiera mnie na żarty wiesz ? Proszę no puść !- próbowałam  się jakoś uwolnić, no ale był za silny i wylądowaliśmy razem pod wodą.
-Chiris ! Nie żyjesz !- zaczęłam go topić, ale i tak wychodziło na to że to ja lądowałam w wodzie. Na plaży słyszałam tylko piski uciekającej Kathy, która i tak wylądowała tu gdzie ja z nikim innym jak z Martinem. W morzu czas minął nam do 19. W sumie to nawet zapomniałam , że był z nami Jasper. Zaczęłam go szukać wzrokiem, nie to żeby mi zależało, po prostu ciekawiło mnie to co robił. Stał przy barze i gadał z Georginą. No kto by się spodziewał !. Ta suka, znowu na mojej ścieżce życia !. Tym razem nie będzie tak, że pójdę sobie z pokulonym ogonem !. Co to, to nie !.
-Jenn chodź, zaczynają grać.- ruszyłyśmy od razu na parkiet i świetnie się bawiłyśmy. Do czasu…
-Masz niezłe ruchy mała… - Jasper zaczął tańczyć koło mnie .
-no widzę, że lepsze niż twoje.
-Uuu..czemu jesteś taka niemiła ? Jakoś wtedy nie byłaś taka.
-Bo dla osób, którzy mnie wkurzają, nie jestem miła. Wtedy po prostu dobrze cię nie poznałam - odwróciłam się do Kathy i dalej tańczyłam. Wkurzał mnie...
-Czemu jest na ciebie taka cięta ?- usłyszałam Martina, domyśliłam się do kogo było skierowane pytanie. Niestety nie usłyszałam odpowiedzi przez muzykę. Zeszłam na chwilę bo była wolna piosenka i szczerze to się zmęczyłam. Podeszłam do baru i zamówiłam coś do picia.
-To co pewnie chętnie ze mną zatańczysz ? – czy ten gość będzie tak za mną cały czas łaził ?!


-Kurde ! Chyba się mylisz …
-Chyba nie wiesz co tracisz.
-Wiem. Nic – Chociaż wtedy Georgina by nie myślała, że przez całe życie będę jej schodzić z drogi. – albo … W sumie to zachciało mi się tańczyć.- pociągnęłam go na parkiet. Przyznam, że nie tańczył tak najgorzej. W sumie to był całkiem dobry. Widziałam kontem oka jak królowa szkoły patrzyła na nas z nienawiścią i oto właśnie chodziło. Jasper chciał tańczyć jeszcze, ale chodziło tylko o nią, więc sobie siadłam.
 -O a co taka piękna laska robi tutaj sama ?- przysiad się do mnie jakiś młody, całkiem pijany koleś.- Może zatańczymy ?
-Nie wiem czy dasz radę, wiec raczej nie..
- Oj przesadzasz....- Złapał mnie za rękę i ciągną za sobą. Nie miałam siły, żeby się wyrwać… Nagle ktoś wyrwał go ode mnie … I zaczął go pchać .. To wszystko działo się tak szybko … Nie wiedziałam co się dzieje !.


________________________

Hejka ;* No to mamy kolejny rozdział :D Jak się podoba ? 
Jest mi strasznie przykro z coraz mniejszej ilości komentarzy :(   Dlatego tak dawno dodawałam rozdział :(

Mam nadzieję, że teraz będzie trochę lepiej :) 

Jednak starałam się, żeby był dłuższy niż inne :D
X..O.X.O ♥

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 22 : Przeznaczenie, od nas nie zależne


*Jenny*

Dzisiaj ma być dobrze … wiem, że ta obietnica jest do nie spełnienia, ale pocieszam się, i to sobie wmawiam. Dzisiaj mam iść do szkoły pierwszy raz od tego zdarzenia. Muszę stanąć twarzą w twarz z Liamem. Od tam tego momentu się do mnie nie odzywał. Nawet nie martwiło go to czy bezpiecznie dotarłam do domu… przecież mogło mi się coś stać !. Możliwe, że nawet dzięki Jasperowi nic mnie złego nie spotkało. Jasper … on był po prostu pijany, dlatego nie zapamiętał pewnie że w ogóle się spotkaliśmy… a może po prostu nie był mną zainteresowany ?. Penie okazał by się takim dupkiem jak każdy facet na świecie. Jak Liam ? tym imieniem już tylko mogę pogardzić, już nic nie jest wart.
- Jen, schodzi już Kathy przyszła. – usłyszałam mamę, która oczywiście nie wiedziała o moich nie usprawiedliwieniach z więcej niż 2 tygodni … To był kolejny powód dla którego muszę w końcu tam pójść. Najważniejsze, że Katerina będzie tam ze mną. Jej też na pewno będzie trudno jak ludzie ze szkoły dowiedzą się o jej ciąży.
- Swoją drogą, już cię dawno nie widziałam, Kathy. Już myślałam, że się posprzeczałaś z Jen. – słyszałam jak moja mama zagaduję Katerine. Co ona mogła wiedzieć, co przez ten cały czas się u mnie działo ?!. – Jenny całymi dniami z pokoju nie wychodziła, myślałam, że to naprawdę coś poważnego. No, ale fajne dziewczyny zawsze się dogadają. – zeszłam już na dół. Martin właśnie jadł obarzanki i proponował je Katerinie.
- Nie, dzięki.
- Hejo. – powitałam ich miło i przytuliłam się do Kathy. Założyłam szybko buty, złapałam Kathy za rękę i pociągnęłam ją na zewnątrz.
- Martin, my już idziemy, dogonisz nas, a jak nie to widzimy się w szkole – krzyknęła przez ramię Katerina.
- Jen ! A śniadanie ? – słyszałam jak mówiła, ale byłam już za drzwiami.
- Jen, tak mi przykro jak wyszło z tym zdjęciem …
- Przestań to nie twoja wina !.
- Martin ci nie mówił ?
- Czego ? – nie rozumiałam o czym ona mówi.
- No tak … inaczej nie chciałabyś mnie znać …
- Przestań, na pewno nic nie zrobiłaś. To wszystko Georginy wina.
- Jen, ty nic nie rozumiesz ?. To moja wina !. To ja wysłałam to zdjęcie Georginie. To dlatego Martin nie chciał ze mną gadać. Gdyby nie ja, to nikt by nie miał tego zdjęcia. – Kathy zaczęły płakać, a ja stałam jak zaczarowana. Ale jak to ?. Jak ona mogła ?. Zresztą nie ważne !. Ile ja jej przykrości zrobiłam ?. Miała prawo. Kto by je nie wysłał stało się, każdy je ma. Muszę się z tym po prostu pogodzić.
- Kathy to już nie ważne, stało się i się nie odstanie – mocno ją przytuliłam.
- Jak to ? Przecież gdyby nie ja, to byś się nie wstydziła do szkoły chodzić. Wszystko to moja wina !.
- Obiecaj mi coś.
- Co tylko chcesz.
- Nigdy już się nie kłócimy … Cokolwiek się stanie.
- Jasne. Zasze razem. – pocałowała mnie w policzek. Przez drogę opowiedziałam jej co zaszło między mną a Liamem i jak bardzo mnie skrzywdził. Byliśmy już w szkole. Ludzie się na mnie gapili jeszcze bardziej niż tam tego dnia. Ale co tam !. Odzyskałam Katerine i tylko to się liczy. Właśnie dochodziłam do szafki, gdy ujrzałam … No nie ! Co on tu robi ? Chłopak, którego poznałabym wszędzie. Jego nieskazitelna uroda, piorunowała na wszystkie strony. Nie sposób od niego wzroku oderwać. Tak to on, Jasper. Miał tą samą czarną skórzaną kurtkę, dzięki której wydawał się taki męski i niebezpieczny. Jasper po patrzył się na mnie i łobuzersko uśmiechną, puszczając przy tym oczko.



 Zmusiłam się, żeby odwrócić wzrok. Szybko otworzyłam swoją szafkę i zabrałam potrzebne książki. Starałam się o nim nie myśleć, ale cały czas miałam go przed oczami.
- Jen ?. – usłyszałam za szafki głos. Wiedziałam do kogo należał, więc postanowiłam szybkim krokiem sobie stąd pójść. Jednak on mnie dogonił.
- Hej, Jen. – złapał mnie za ramię.
- Czego chcesz ?. – warknęłam.
- Nadal się gniewasz ? Przecież to był tylko pocałunek.
- Że co ?!. – nie wytrzymałam i się zatrzymałam naprzeciwko niego.- Może dla ciebie !. Nie całuję się z byle kim. Jeśli dałam ci się pocałować to znaczy, że do ciebie coś czułam. Ale zauważ czas przeszły, więc teraz nawet nie mogę z tobą gadać bo brzydzę się tobą – te cztery słowa powiedziałam dobitnie i patrząc mu z pogardą w oczy. Nie czułam do niego nic. Już nic …


*Martin*


Zobaczyłem ją gdy tylko wszedłem do szkoły i na ustach sam pojawił mi się uśmiech. Zaczęła biec w moją stronę, a ja w jej. Wskoczyła mi na ręce i zacząłem ją całować. 




To nic, że ludzie zaczęli się na nas gapić. Gówno mnie to obchodziło.
- Stęskniłem się – wyszeptałem jej do ucha, gdy tylko się od niej odkleiłem.
- To mi to udowodnij. – uśmiechnęła się łobuzersko, zeskoczyła z moich rąk i zaczęła uciekać po całej szkole.  

środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 21. Uśmiech od życia.


*Katherina*
Byłam już w domu. Właśnie zdejmowałam buty, gdy usłyszałam tatę.
- Kathy ? To ty ? Chodzi do nas na chwilkę. – byli w salonie. Siedzieli przy stoliku na którym było mnóstwo ulotek i gazet.
- Tak ?
- Siadaj. Musimy ci coś powiedzieć. Spodziewamy się nowego członka naszej rodziny ,a nawet nie mamy pojęcia gdzie będzie stało łóżeczko i inne potrzebne rzeczy. Po prostu nie ma na nie miejsca w tym domu. – nie wiedziałam do czego zmierza. Mam niby usunąć ciąże bo nie ma miejsca na łóżeczko ?!. Już miałam coś powiedzieć, ale on uciszył mnie gestem, abym mu nie przerwała. – Więc postanowiliśmy z Alice, że najlepszym wyjściem z tej całej sytuacji będzie po prostu przeprowadzka. Co o tym myślisz ? – on mówi serio ? Nic nie wskazywało na to, żeby to był żart, więc szybko podbiegam do niego i mocno go przytuliłam.
- Tato ! to najwspanialsza wiadomość jaką słyszałam. – zaczęłam skakać i klaskać, w ogóle nie panowałam nad sobą. Jejku ! W końcu nie będę musiała się użerać z tą mendą Megan !. O kurczę tego się nie spodziewałam !.
- Bardzo się cieszę że ci się ten pomysł spodobał, ale i tak byś nie miała nic do gadania. – widząc moją radość, on też zaczął się śmiać, a Alice patrzyła na nas z uwielbieniem.
- Kathy, chciałabym cię także przeprosić za moje dzisiejsze zachowanie. Jest mi głupio, że prawie za ciebie zdecydowałam w tak poważnej sprawie, ale na szczęście Ben uratował sytuację. – podeszła do nas i także nas przytuliła. Gdy w końcu się od siebie odkleiliśmy, tato powiedział mi żebym jeszcze na chwilę usiadła.
- Myśleliśmy o domu z pięcioma pokojami. Dla ciebie, dziecka, Maegan, dla nas i taki salonik, gdzie będzie można przyjmować gości. Na początku oczywiście dziecko będzie razem z tobą w pokoju, ale gdy tylko trochę dorośnie chcę żeby już miał swój własny pokój. Razem z Alice także rozważaliśmy sytuację, gdy byś chciała koniecznie mieć nadal pokój z Megan … - szybko mu przerwałam.
- Jakoś to przeżyję, że już nie będziemy razem dzielić pokoju. Musi mieć trochę spokoju, bo dziecko na pewno będzie płakać.
- To dobrze, że się zgadzasz. Problem z głowy. Trzeba poszukać jakiegoś blisko tego domu.
Przez jeszcze godzinę patrzyliśmy i rozważaliśmy który z nich by się najbardziej nadawał. Gdy weszłam na górę od razu zadzwoniłam do Martina i powiedziałam mu o nowym pomyśle Bena i Alice. On strasznie się ucieszył i powiedział, że jutro musimy to uczcić. Nawet gdy przyszła Megan już mnie nie denerwowała, bo wiedziałam, że już nie długo to będzie koniec jej prześladowania mnie, ponieważ będę mogła po prostu pójść do WŁASNEGO pokoju i zamknąć drzwi na klucz, żeby nie miała wstępu.

*Jenny*
Oglądaliśmy jakąś denną komedie...chociaż Chris i tak zalewał sie łzami ze śmiechu. Nawet jak by oglądał nie wiem jak beznadziejną komedie i tak by ryczał ze śmiechu. My to zazwyczaj śmiejemy sie z niego , niż z filmu..a szczególnie Kathy ...właśnie tylko jej tu brakuje.
-Matko ! Nie uwierzycie !- i zawsze tak jest ..co o niej pomyśle to zaraz sie zjawia ! ja kompletnie nie wiem jak ona to robi...- Mam swój własny pokój ! Bez Megan! - skakała i darła sie na głos.
- To świetnie ! - Martin wstał , pocałował ją, lekko podnosząc i kręcąc do okoła.


-O jakie słodziaki.- zaśmiałam się.
-Niech te słodziki zejdą mi lepiej z ekranu !
-Nie !. Otworzyli dzisiaj wesołe miasteczko . Idziemy co nie ? :D
-Nie...nie ..nie dokańczamy komedii !- Chris protestował, ale i tak nie miał nic do gadania, bo wstaliśmy i zaczęliśmy sie zbierać. Przebraliśmy sie i szliśmy już w kierunku miasteczka. Kath i Martin szli za rękę i wyglądali przesłodko. Strasznie im zazdrościłam. Chris żeby nie wyróżniać się z tłumu złapał mnie za rękę, ale oczywiście jako przyjaciele.
-Ej idziemy na wszystko po kolei ! - Kathy dzisiaj nic nie mogło popsuć chumoru. jak wpadła w jakąś euforie to cały dzień chodziła zadowolona. Weszliśmy za ogrodzenie wesołego i stanęliśmy w kolejce po bilety.(PROSZĘ !  jeśli to czytasz napisz w komentarzu żelki :D )
Godzinę później byliśmy dopiero  w połowie wszystkich atrakcji , a ja z Chrisem sie poddaliśmy. Poszliśmy na lody i obserwowaliśmy  Kathy i Martina, jak tłukli się na samochodzikach. Widać było że się świetnie bawią.
-Strasznie do siebie pasują.- Chris zaczął rozmowę.
-I lepiej niech tego nie schrzanią. tylko dziwne że tyle sie znają i dopiero teraz są razem.
-I od razu mają dziecko.
-Chris przestań !
-No okej . Ale chyba im tego zazdroszczę. Nigdy nie byłem tak zakochany...Ciekawe jak to jest … pewnie cudownie. Jenny mówię do ciebie !
-O sory ..coś mówiłeś ?
-kogo ty tam zobaczyłaś ?.- stał po drugiej stronie .. .i całował sie z jakąś dziewczyną...ciekawe dlaczego nie oddzwonił...aż tyle miał na głowie. No chyba, aż tyle miał ich na głowie, dziewczyn. - Jenn !!
-Widzisz tamtego chłopaka z dziewczyną ? Nazywa się Jasper.
-No ...
-Ostatnio ...gdy wracałam ... wlazłam w jakąś uliczkę i nie wiedziałam gdzie jestem i tam stał razem z kolegami byli pijani, ale odprowadził mnie do domu i był bardzo zabawny, naprawdę go polubiłam . Mało gadaliśmy, bo więcej się śmialiśmy.. on jest ...no inny niż wszyscy .. dałam mu tylko swój numer bo powiedział, że zadzwoni i..nie zadzwonił...
-To jakiś kretyn... Jesteś cudowną dziewczyną ja bym zadzwonił.-

 Chris zaczął się śmiać, żeby go uspokoić musiałam maznąć go lodem w twarz.

 Wyglądał bardzo zabawnie, więc teraz ja nie mogłam wytrzymać, nie śmiejąc się. Na koniec zrobili pokaz fajerwerk. Martin obejmował Kathy, a ja zrobiłam im zdjęcie, jeśli to zepsują skopie im tyłki.


sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 20 : Teraz może być tylko lepiej.



*Katerina*

Otworzyłam oczy, koło mnie leżał mój Martin. Mój … tym słowem mogłam, się rozkoszować przez calutki czas. Delikatnie pochrapywał i tym samym stawał się najsłodszym chłopakiem jakiego kiedykolwiek spotkałam. Byłam ogromną szczęściarą. Nagle przypomniałam sobie dlaczego tu jestem i cała moja radość prysła. W tym samym momencie mój chłopak otworzył oczy. Uśmiechną się na mój widok.
- Cześć kochanie. – pocałował mnie czule w czoło. Leżeliśmy tak dobre dwie godziny, ale potem nastał czas na rzeczywistość z którą się trzeba zmierzyć. Szybko się ubraliśmy, zjedliśmy i pojechaliśmy także razem z Jenny i Chrisem do mojego domu tam gdzie musiałam wyjawić wszystkim prawdę. Chris jeszcze o niczym nie wiedział, miał się dowiedzieć w tym samym czasie co ojciec i jego żona. Byliśmy już na miejscu, Martin trzymał mnie za rękę co dodawało mi ogromnej podpory.
- Tato jesteś ?
- W kuchni. – usłyszałam jego rozbawiony  głos, pewnie ze soją żoną Alice opowiadają zabawne historie jak zawsze. Alice naprawdę jest bardzo miłą kobietą, prawie zawsze się dogadujemy. Tato zobaczył, że za mną stoi cały chmar moich przyjaciół, wiedział że już coś się święci. Twarz mu delikatnie pobladła.
- Jestem w ciąży. – nie było sensu owijać tego w bawełne. Chciałam mieć to jak najszybciej z głowy. Bena, mojego ojca obawy się spełniły i jeszcze bardziej teraz pobladł wpatrując się we mnie już dobrą minute. Ciszę przerwała Alice.
- Katerina, kochanie ale jak to ? – spytała nie rozumiejąc tej całej sytuacji.




- Naprawdę mam wam to wszystko tłumaczyć skąd się biorą dzieci, serio ? – nie bałam się, co najwyżej dadzą mi karę ważne, że z Martinem będziemy już na zawsze. Wiem, że mnie nie opuści. . Nie wiem jak sobie poradzę, ale gdy Martin  będzie mi pomagał to na pewno damy radę.
- Katerina ! Nie wierze ci ! Powiedz , że to żart ! – Chris zaczął się drzeć. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że przyjechał tu z nami. Pokręciłam przecząco głową, na co on zaczął wpatrywać, się teraz w Martina.  
- Dobrze Alice, tylko spokojnie. – zaczęła mówić sama do siebie, coraz głębiej oddychając. – Nie martw się wszystko będzie dobrze … - teraz już mówiła do mnie - Trzeba jak najszybciej pojechać do lekarza, który to już tydzień ?  – mówiła już coraz trzeźwiej.
- Z tego co pamiętam lekarz mówił, że 3. – odpowiedziałam nie bardzo wiedząc do czego zmierza.
- ok. Jeszcze nie wszystko stracone … Katerino zbieraj się zawiozę cię do lekarza i ustalimy datę operacji.
- Jakiej operacji ?! – wykrzyknęłam.
- Musimy to z ciebie jakoś wyciągnąć przecież. Nie bój się to nie będzie …
- Chcesz moje własne dziecko uśmiercić ?! – przerwałam jej, nie mogłam już dłużej tego słuchać !. Nie mogłam jego tak po prostu usnąć, jakby gdyby nigdy nic, przecież to było żywa istota i  w dodatku moja !.
- To nie tak …
- To jest moje dziecko, moja decyzja !
- Kathy chyba nie mówisz poważnie – odezwał się Chris.
- Mówię, zamierzam je urodzić. – dopiero dotarło do mnie co powiedziałam i o dziwo nie przeszkadzało mi to. Ja naprawdę tego chcę !.
- Nie możesz ! Kathy jesteś moją przyjaciółką nie pozwolę na to, żebyś sobie zepsuła życie.
- To jej decyzja Chris. Jeśli tego chcę to, to uszanujmy. Kathy jeśli ty tego chcesz to ja też. – złapał mnie za rękę i mocno ją uścisną. Dodało mi to ogromnej otuchy.




- Jesteście jeszcze za młodzi ! Dziecko to nie przelewki !. To masa problemów na które jeszcze nie jesteście gotowi ! – krzyknęła już trochę zdenerwowana Alice. Jednak do ojca w końcu dotarło co powiedziałam i co się wokół niego dzieje. Położył rękę na ramieniu swojej żony i powiedział.
- Alice, Martin ma racje, jeśli tego chcę nie będę jej zabierać szansy na szczęście. – wstał i podszedł mnie przytulić. Nie spodziewałam się tego po nim, ale zrozumiałam za co go  kochałam zawsze patrzył na to co ja chcę, a nie na to co powinnam chcieć. Zawsze byłam trochę inna … to co inne dziewczyny lubiły robić ja uważałam za głupie. Ben uważał, że szczęście to podstawa tak często zapominałam o jego tezie.
Zobaczyłam przez ramię jak Jenny się do mnie uśmiecha od uch do ucha. Odwzajemniłam uśmiech. Znałam ją bardzo dobrze, na pewno uważa, że dobrze robię. Cieszę się strasznie, że tak dużo ludzi we mnie wierzy.
Po męczącym wyznaniu, poszłam z Jen, Martinem i Chrisem na lody. Chris nadal cały czas gadał, żebym się jeszcze nad tym zastanowiła, ale ja wiedziałam czego chcę. Gdy wróciłam do domu czekała mnie miła niespodzianka …

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Siemanos :D I mamy już następny rozdział :D ! Jak wam się podoba ;> ? Tak jak zawsze dziękuję za miłe komentarze i proszę o więcej ;**
Chciałabym wam także polecić bloga http://pamietnikpamietnikpamietnik.blogspot.com. Dopiero zaczyna pisać, ale mogę wam gwarantować, że jest cudny <333. 

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 19. Walka z przeznaczeniem.


*Jenny*

-Martin zrób mi kawę !
-Nie. Zejdź i sama sobie zrób. Nie możesz tam siedzieć do końca życia !
-No proszę !
-Nie ! Przecież i tak nie ma nikogo  domu oprócz nas ! - Weszłam do kuchni i nastawiłam wodę na kawę. Oparłam się o blat i patrzyłam przez okno, okropnie lało... Myślałam... Nie mam już nic. Nikomu nie jestem potrzebna, siedzę w domu od tygodnia i mam wszystko w dupie, żeby jeszcze w ogóle kogoś to obchodziło. Został mi tylko Martin. Ktoś zapukał do drzwi o ile można było nazwać to pukaniem. Zaczęłam się zastanawiać komu chciało, się w taką pogodę gdziekolwiek ruszać.. No przecież musiałam do cholery otworzyć te drzwi.
-Jenny....Jenny..co ja mam zrobić ? !- zapłakana Katherina stała w progu i ledwie oddychała.- Ja jestem za młoda..Jak ja sobie poradzę...
-Kath !! – popatrzyłam na nią, byłam w zupełnym szoku, stróżki wody kapały z jej przemoczonego ubrania jak i z całego ciała.
-Ja nie wiem co mam robić ...
-Kath !! – zdałam sobie sprawę, że to naprawdę ona ! -Uspokój się… nic nie rozumiem... wejdź i wszystko od początku mi opowiedz okej ?.- objełam ją ramieniem i weszłyśmy do mojego pokoju. Kath była przerażona. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. Cała, się trzęsła nie wiedziałam czy ze strachu czy z zimna.
-Powiedz mi co się dzieje..tylko powoli i od początku..
-No bo ..ja czułam się ostatnio strasznie źle..i tato kazał mi iść do lekarza- otarła łzy z twarzy, które lały się ciurkiem - i... Jen ja....


*Martin*

Przechodziłem obok pokoju Jenny i usłyszałem głos … Katheriana ? Co ona tu robi ? Godzi się z Jen ? Czy to w ogóle naprawdę się dzieję ? Kurde tak mnie ciekawość zżera… Podeszłem pod drzwi, sprawdę tylko czy sie nie pozabijają i zaraz wrócę..Jak gdyby nigdy nic...Drzwi były uchylone..usłyszałem szloch… Kath płacze ?  Co tu się dzieje !!!
-Jenny ja jestem w ciąży !!!
-Że w czym ?? – z wrażenia ugiegły się pode mną kolana i poleciałęm na drzwi które, się otworzyły na oścież. Musiałem wyglądać jak idiota, ponieważ cudem złapałem równowagę.
-Martin ty kretynie ! To nie ten moment  ! wyjazd stąd ! Ja cię nauczę podsłuchiwać ! Jak matka cię wychowała ! - Jen wrzeszczała na mnie i próbowała siłą wypchać mnie z pokoju, nadaremnie, bo przecież chyba miałem prawo wiedzieć ! - Katherina ty jesteś pewna?- zapytała po chwili zrezygnowana, bo ani drgnąłem.
-No jak mi lekarz powiedział to raczej tak.
-Kath czy to moje... ?  – wyjąkałem.
-Czy to twoje dziecko ?! Co ty zapytania zadajesz ? Myślisz, że cię zdradziłam?
-To wy to... Boże !! – Jenny złapała się za głowę i wytrzeszczyła oczy , nie wierząc w to co usłyszała.
-Ale jak to możliwe że po jednym razie... – to było takie nie wiarygodne, takie niemożliwe !.
- A skąd mam to wiedzieć ? – Katerina rozłożyła ręce i zaczęła, się rozglądać po pokoju szykując chusteczek.
- Nie naskakuj na nią pacanie ! Nie wiesz jak ona musi się teraz czuć ?! Poczekaj przyniosę ci wodę. - Jen wyszła a ja co ? Co miałem mówić ? To wszystko moja wina … Kath patrzyła na mnie tymi przenikliwymi zielonymi tęczówkami i pewnie komuś innemu powiedziałbym "wszystko będzie dobrze . Nie przejmuj się ". Ale tu nie będzie dobrze. Wszystko się tak plącze...
-Martin powiedz coś do cholery !
- Na pewno cię nie zostawię cię .Wiesz że możesz na mnie liczyć. - tylko tyle udało mi sie wydukać, a ona znowu wybuchneła płaczem - proszę nie płacz. Powiedziałem coś nie tak ? -przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem.


-Martin jak ja to powiem  tacie ?
-Razem powiemy.
-A czy my… ? No czy my… - przerwałem jej.
-Za bardzo cię kocham . Nie mogę przestać o tobie myśleć… Codziennie zastanawiam się co robisz, gdzie jesteś, co czujesz... jesteś częścią mnie. Nie mogę cie kolejny raz stracić . – pocałowałem ją a ona odwzajemniła pocałunek. Tak bardzo mi tego brakowało …


*Jenny*

-Zostawiłeś ją tam samą ?
-Zasnęła . Jen co my teraz zrobimy ?
-Nie mam pojęcia. Nie wyobrażam sobie nawet jak ona sie może czuć. Rodzice będą w szoku, im też musimy powiedzieć.
- Tsaa, wszystkim musimy powiedzieć …

___________________________________________
Hej :D Pomyślałam, że będzie fajnie jak będziecie mogli zobaczyć bohaterów :D Wkleiłam zdjęcia w zakładce "bohaterowie" pod wszystkimi rozdziałami.
 A i oczywiście pozdrawiam stałych czytelników i dziękuje za wejścia, których jest ponad 1200...totalny szok :O Jesteście kochani ;** X.O.X.O