*Jenny*
Dzisiaj ma być dobrze … wiem, że ta obietnica jest do nie
spełnienia, ale pocieszam się, i to sobie wmawiam. Dzisiaj mam iść do szkoły
pierwszy raz od tego zdarzenia. Muszę stanąć twarzą w twarz z Liamem. Od tam
tego momentu się do mnie nie odzywał. Nawet nie martwiło go to czy bezpiecznie
dotarłam do domu… przecież mogło mi się coś stać !. Możliwe, że nawet dzięki
Jasperowi nic mnie złego nie spotkało. Jasper … on był po prostu pijany,
dlatego nie zapamiętał pewnie że w ogóle się spotkaliśmy… a może po prostu nie
był mną zainteresowany ?. Penie okazał by się takim dupkiem jak każdy facet na
świecie. Jak Liam ? tym imieniem już tylko mogę pogardzić, już nic nie jest
wart.
- Jen, schodzi już Kathy przyszła. – usłyszałam mamę, która
oczywiście nie wiedziała o moich nie usprawiedliwieniach z więcej niż 2 tygodni
… To był kolejny powód dla którego muszę w końcu tam pójść. Najważniejsze, że
Katerina będzie tam ze mną. Jej też na pewno będzie trudno jak ludzie ze szkoły
dowiedzą się o jej ciąży.
- Swoją drogą, już cię dawno nie widziałam, Kathy. Już
myślałam, że się posprzeczałaś z Jen. – słyszałam jak moja mama zagaduję
Katerine. Co ona mogła wiedzieć, co przez ten cały czas się u mnie działo ?!. –
Jenny całymi dniami z pokoju nie wychodziła, myślałam, że to naprawdę coś
poważnego. No, ale fajne dziewczyny zawsze się dogadają. – zeszłam już na dół.
Martin właśnie jadł obarzanki i proponował je Katerinie.
- Nie, dzięki.
- Hejo. – powitałam ich miło i przytuliłam się do Kathy.
Założyłam szybko buty, złapałam Kathy za rękę i pociągnęłam ją na zewnątrz.
- Martin, my już idziemy, dogonisz nas, a jak nie to widzimy
się w szkole – krzyknęła przez ramię Katerina.
- Jen ! A śniadanie ? – słyszałam jak mówiła, ale byłam już
za drzwiami.
- Jen, tak mi przykro jak wyszło z tym zdjęciem …
- Przestań to nie twoja wina !.
- Martin ci nie mówił ?
- Czego ? – nie rozumiałam o czym ona mówi.
- No tak … inaczej nie chciałabyś mnie znać …
- Przestań, na pewno nic nie zrobiłaś. To wszystko Georginy
wina.
- Jen, ty nic nie rozumiesz ?. To moja wina !. To ja
wysłałam to zdjęcie Georginie. To dlatego Martin nie chciał ze mną gadać. Gdyby
nie ja, to nikt by nie miał tego zdjęcia. – Kathy zaczęły płakać, a ja stałam
jak zaczarowana. Ale jak to ?. Jak ona mogła ?. Zresztą nie ważne !. Ile ja jej
przykrości zrobiłam ?. Miała prawo. Kto by je nie wysłał stało się, każdy je
ma. Muszę się z tym po prostu pogodzić.
- Kathy to już nie ważne, stało się i się nie odstanie –
mocno ją przytuliłam.
- Jak to ? Przecież gdyby nie ja, to byś się nie wstydziła
do szkoły chodzić. Wszystko to moja wina !.
- Obiecaj mi coś.
- Co tylko chcesz.
- Nigdy już się nie kłócimy … Cokolwiek się stanie.
- Jasne. Zasze razem. – pocałowała mnie w policzek. Przez
drogę opowiedziałam jej co zaszło między mną a Liamem i jak bardzo mnie
skrzywdził. Byliśmy już w szkole. Ludzie się na mnie gapili jeszcze bardziej
niż tam tego dnia. Ale co tam !. Odzyskałam Katerine i tylko to się liczy. Właśnie
dochodziłam do szafki, gdy ujrzałam … No nie ! Co on tu robi ? Chłopak, którego
poznałabym wszędzie. Jego nieskazitelna uroda, piorunowała na wszystkie strony.
Nie sposób od niego wzroku oderwać. Tak to on, Jasper. Miał tą samą czarną
skórzaną kurtkę, dzięki której wydawał się taki męski i niebezpieczny. Jasper
po patrzył się na mnie i łobuzersko uśmiechną, puszczając przy tym oczko.
Zmusiłam się, żeby odwrócić wzrok. Szybko otworzyłam swoją szafkę i zabrałam
potrzebne książki. Starałam się o nim nie myśleć, ale cały czas miałam go przed
oczami.
- Jen ?. – usłyszałam za szafki głos. Wiedziałam do kogo
należał, więc postanowiłam szybkim krokiem sobie stąd pójść. Jednak on mnie
dogonił.
- Hej, Jen. – złapał mnie za ramię.
- Czego chcesz ?. – warknęłam.
- Nadal się gniewasz ? Przecież to był tylko pocałunek.
- Że co ?!. – nie wytrzymałam i się zatrzymałam naprzeciwko
niego.- Może dla ciebie !. Nie całuję się z byle kim. Jeśli dałam ci się pocałować
to znaczy, że do ciebie coś czułam. Ale zauważ czas przeszły, więc teraz nawet
nie mogę z tobą gadać bo brzydzę się tobą – te cztery słowa powiedziałam
dobitnie i patrząc mu z pogardą w oczy. Nie czułam do niego nic. Już nic …
*Martin*
Zobaczyłem ją gdy tylko wszedłem do szkoły i na ustach sam
pojawił mi się uśmiech. Zaczęła biec w moją stronę, a ja w jej. Wskoczyła mi na
ręce i zacząłem ją całować.
To nic, że ludzie zaczęli się na nas gapić. Gówno
mnie to obchodziło.
- Stęskniłem się – wyszeptałem jej do ucha, gdy tylko się od
niej odkleiłem.
- To mi to udowodnij. – uśmiechnęła się łobuzersko,
zeskoczyła z moich rąk i zaczęła uciekać po całej szkole.