*Katerina*
Otworzyłam
oczy, koło mnie leżał mój Martin. Mój … tym słowem mogłam, się rozkoszować
przez calutki czas. Delikatnie pochrapywał i tym samym stawał się najsłodszym
chłopakiem jakiego kiedykolwiek spotkałam. Byłam ogromną szczęściarą. Nagle
przypomniałam sobie dlaczego tu jestem i cała moja radość prysła. W tym samym
momencie mój chłopak otworzył oczy. Uśmiechną się na mój widok.
- Cześć
kochanie. – pocałował mnie czule w czoło. Leżeliśmy tak dobre dwie godziny, ale
potem nastał czas na rzeczywistość z którą się trzeba zmierzyć. Szybko się
ubraliśmy, zjedliśmy i pojechaliśmy także razem z Jenny i Chrisem do mojego
domu tam gdzie musiałam wyjawić wszystkim prawdę. Chris jeszcze o niczym nie
wiedział, miał się dowiedzieć w tym samym czasie co ojciec i jego żona. Byliśmy
już na miejscu, Martin
trzymał mnie za rękę co dodawało mi ogromnej podpory.
- Tato jesteś
?
- W kuchni.
– usłyszałam jego rozbawiony głos,
pewnie ze soją żoną Alice opowiadają zabawne historie jak zawsze. Alice naprawdę
jest bardzo miłą kobietą, prawie zawsze się dogadujemy. Tato zobaczył, że za
mną stoi cały chmar moich przyjaciół, wiedział że już coś się święci. Twarz mu
delikatnie pobladła.
- Jestem w
ciąży. – nie było sensu owijać tego w bawełne. Chciałam mieć to jak najszybciej
z głowy. Bena, mojego ojca obawy się spełniły i jeszcze bardziej teraz pobladł
wpatrując się we mnie już dobrą minute. Ciszę przerwała Alice.
- Katerina,
kochanie ale jak to ? – spytała nie rozumiejąc tej całej sytuacji.
- Naprawdę
mam wam to wszystko tłumaczyć skąd się biorą dzieci, serio ? – nie bałam się,
co najwyżej dadzą mi karę ważne, że z Martinem będziemy już na zawsze. Wiem, że
mnie nie opuści. . Nie wiem jak sobie poradzę, ale gdy Martin będzie mi pomagał to na pewno damy radę.
- Katerina !
Nie wierze ci ! Powiedz , że to żart ! – Chris zaczął się drzeć. Dopiero teraz
przypomniałam sobie, że przyjechał tu z nami. Pokręciłam przecząco głową, na co
on zaczął wpatrywać, się teraz w Martina.
- Dobrze
Alice, tylko spokojnie. – zaczęła mówić sama do siebie, coraz głębiej
oddychając. – Nie martw się wszystko będzie dobrze … - teraz już mówiła do mnie
- Trzeba jak najszybciej pojechać do lekarza, który to już tydzień ? – mówiła już coraz trzeźwiej.
- Z tego co
pamiętam lekarz mówił, że 3. – odpowiedziałam nie bardzo wiedząc do czego
zmierza.
- ok. Jeszcze
nie wszystko stracone … Katerino zbieraj się zawiozę cię do lekarza i ustalimy
datę operacji.
- Jakiej
operacji ?! – wykrzyknęłam.
- Musimy to
z ciebie jakoś wyciągnąć przecież. Nie bój się to nie będzie …
- Chcesz moje
własne dziecko uśmiercić ?! – przerwałam jej, nie mogłam już dłużej tego
słuchać !. Nie mogłam jego tak po prostu usnąć, jakby gdyby nigdy nic, przecież
to było żywa istota i w dodatku moja !.
- To nie tak
…
- To jest moje
dziecko, moja decyzja !
- Kathy
chyba nie mówisz poważnie – odezwał się Chris.
- Mówię,
zamierzam je urodzić. – dopiero dotarło do mnie co powiedziałam i o dziwo nie
przeszkadzało mi to. Ja naprawdę tego chcę !.
- Nie możesz
! Kathy jesteś moją przyjaciółką nie pozwolę na to, żebyś sobie zepsuła życie.
- To jej
decyzja Chris. Jeśli tego chcę to, to uszanujmy. Kathy jeśli ty tego chcesz to
ja też. – złapał mnie za rękę i mocno ją uścisną. Dodało mi to ogromnej otuchy.
- Jesteście
jeszcze za młodzi ! Dziecko to nie przelewki !. To masa problemów na które
jeszcze nie jesteście gotowi ! – krzyknęła już trochę zdenerwowana Alice. Jednak
do ojca w końcu dotarło co powiedziałam i co się wokół niego dzieje. Położył
rękę na ramieniu swojej żony i powiedział.
- Alice, Martin
ma racje, jeśli tego chcę nie będę jej zabierać szansy na szczęście. – wstał i
podszedł mnie przytulić. Nie spodziewałam się tego po nim, ale zrozumiałam za
co go kochałam zawsze patrzył na to co
ja chcę, a nie na to co powinnam chcieć. Zawsze byłam trochę inna … to co inne
dziewczyny lubiły robić ja uważałam za głupie. Ben uważał, że szczęście to
podstawa tak często zapominałam o jego tezie.
Zobaczyłam
przez ramię jak Jenny się do mnie uśmiecha od uch do ucha. Odwzajemniłam
uśmiech. Znałam ją bardzo dobrze, na pewno uważa, że dobrze robię. Cieszę się strasznie,
że tak dużo ludzi we mnie wierzy.
Po męczącym
wyznaniu, poszłam z Jen, Martinem i Chrisem na lody. Chris nadal cały czas
gadał, żebym się jeszcze nad tym zastanowiła, ale ja wiedziałam czego chcę. Gdy
wróciłam do domu czekała mnie miła niespodzianka …
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanos :D I mamy już następny rozdział :D ! Jak wam się podoba ;> ? Tak jak zawsze dziękuję za miłe komentarze i proszę o więcej ;**
Chciałabym wam także polecić bloga http://pamietnikpamietnikpamietnik.blogspot.com. Dopiero zaczyna pisać, ale mogę wam gwarantować, że jest cudny <333.


Świetny rozdział...Nominowałam cię do Libster Award, Szczegóły u nas:
OdpowiedzUsuńhttp://1000metrownadziemia.blogspot.com/2013/04/libster-award.html
Dzidziuś! <3 wrr! :**
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że bedzie wszytko dobrzee.
No jak zawsze czekam na nn :** ;3
świetne<3
OdpowiedzUsuńCudo♥Cudo♥Cudo♥
OdpowiedzUsuń