* Jenny *
- I jak to
przyjęli ?. – spytał Martin, gdy właśnie wracałam po rozmowie telefonicznej z
ojcem Kathy.
- A jak
myślisz ?. Byli w ogromnym szoku. Zaraz tu będą.
- Jak
myślisz kiedy się obudzi ?. Jest już 21 : 00 miała się obudzić tego wieczora. –
powiedział smutno Martin.
- Martin …
ja nie wiem. Nikt tego nie wie. Ale musimy być dobrej myśli … Chris możemy się
przejść ?. – chciałam z nim porozmawiać. On tylko pokiwał smutno głową i
ruszyliśmy w stronę parku, który znajdował się przed szpitalem.
- Opowiedz
mi o tym. Jak to się stało ?. Chcę wiedzieć wszystko, rozumiesz ?. Bez owijania
w bawełnę. Bez kłamstw. – powiedziałam stanowczo co było do mnie nie podobne.
- To już
trwa sporo czasu. To znaczy około trzech miesięcy. To było wtedy co zaczęłaś
kręcić z Liamem, zapoznałem się z nim bliżej, chciałem po prostu się upewnić
czy on jest dobrym dla ciebie chłopakiem. Niestety on też w tym siedzi, ale on
był na tyle mądry, że nigdy tego nie zażywał tylko sprzedawał. – Nie wierzyłam
w to co powiedział ?!. Liam ?!. Ten który się boi że zniszczy mnie Jasper ?!.
Za kogo on się uważa ?. Handluję narkotykami, a uważa się za lepszego od niego
?. – Nie mówiłem ci tego, bo to dobry chłopak. Poza tym że wpadł w niezłe
gówno, jak ja. Posłuchaj ludzie podejmują różne decyzję, niektóre rujnują ci
życie za jednym machnięciem, ale tak już
jest. Pewnie zaraz powiesz mi że musi być jakieś wyjście. Przecież są odwyki !.
Otóż byłem tam, zraz po tym kiedy moja mama także się z czaiła. Ten odwyk by mi
pomógł, nabrałem nowej nadziei na lepsze jutro, ale niestety to nie było takie
proste byli też ludzie z branży, którzy
nie dawali mi spokoju. Miałem z nimi umowę. Po pewnym czasie Martin przyłapał
mnie na tym. Obiecał mi pomóc i nic wam nie mówić, tobie i Katherinie, prochy
zatrzymał u siebie w pokoju. Nie chciałem żebyście wiedziały, nie chciałem was
stracić. – Chciałam coś powiedzieć, ale Chris dał mi sygnał, żebym mu nie
przerywała. – No i resztę już znasz, wtedy gdy byłaś z Jasperem. Dzięki niemu w
końcu się od tego oderwałem. Ale wtedy znowu się pokomplikowało bo, Kathy znalazła
mój towar u Martina. On przyznał się że to jego, bo przedtem przecież mi
obiecał !. Jenny, on nie powinien tego robić, ja wiem że on obiecał, ja to
cholera wiem !. Ale nie pozwolił bym na ich rozstanie ze względu na mnie
przecież !. Powinien powiedzieć że to moje … w ogóle powinienem wam od razu
powiedzieć !. Jestem zwykłym tchórzem i tyle … Nic mnie nie usprawiedliwia. Wtedy
Kathy pobiegła roztrzęsiona, nie potrafiła zapanować nad sobą. Wbiegła na
ulice, a ten debil się nie zatrzymał !. Ja biegłem za nią. Ona była dla mnie za
szybka. Nie dogoniłem ją. Już byłem koło niej !. Już prawie mogłem dotknąć ją
ręką … - Christophere nie wytrzymał i zaczął płakać. Przytuliłam go. – Jenn to
były pieprzone sekundy !. Gdybym ją wtedy przed domem zatrzymał nic by się nie
stało, ale ja jej pozwoliłem pójść i poszedłem sprawdzić co z Martinem … Wiesz
co zrozumiem jak po tym wszystkim nie będziecie się ze mną chcieli zadawać. –
co on pieprzy ?.
- Żartujesz
sobie ?!. Chris Kathy z tego wyjdzie, a ty uwolnisz się z tego okropnego
świata, raz na zawsze.
- A jak nie
?. Jak wszystko znowu się schrzani …
- Nawet tak
nie mów. Ja to wiem, ja to po prostu wiem musi się skończyć to dobrze !. Chris
musimy już wracać, ona mogła się obudzić. – gdy już wracaliśmy zobaczyłam
Jaspera palącego papierosa. – Zaraz do was wrócę. – i poszłam w jego stronę.
- Obudziła
się ?. – szybko zapytałam. Jasper pokiwał przecząco głową. – dziękuję ci. –
powiedziałam po chwili.
- Za to że
jesteś. Za to że nie pojechałeś do domu i nie masz tej całej sytuacji daleko
gdzieś.
- Wiem przez
co przechodzisz. Moja mama też długo leżała w śpiączce zanim umarła i nikogo
przy mnie wtedy nie było. – powiedział patrząc się przed siebie zaciągając się
fajką.
- Nie możesz
tłumić w sobie przez całe życie emocji. Wiem że dla ciebie to trudne i nie
dziwie ci się, ale obejrzyj się dokoła jestem tutaj. Nie jesteś już sam i nigdy
nie będziesz.
- Nie ufam
ludziom. Mówią, że są a później odchodzą. Napatrzyłem się już wielu rzeczy w
swoim życiu. Boję się komuś zaufać bo wiem jaki to jest ból ich stracić. Ludzie
ranią siebie nawzajem jak by byli zwierzętami. Dlaczego takim miałbym zaufać ?.
- Ludzie po
prostu czasem popełniają błędy. Jak wszyscy, ale to nie oznacza że bez nich
jest lepiej. – Jasper popatrzył się na mnie. – czasem trzeba komuś zaufać
choćby dlatego że dzięki nim chcę się żyć. Nie ważne na jak długo... Nie można
znienawidzić osoby ani czasu dzięki, którym było się chociaż raz szczęśliwym. -
Widziałam w jego oczach, że przyznawał mi rację. Wyrzucił już skończonego
papierosa ... szybko się do mnie przybliżył i wziął w swoje ręce moją twarz.
Zbliżał się do mnie coraz bardziej, aż w końcu lekko musną moje usta... raz
potem drugi, a potem zaczął coraz bardziej namiętnie. Poczułam zapach tytoniu, a w moim brzuchu kotłowało się od tych "motylków" . Odwzajemniłam pocałunek. W końcu dawno
tego chciałam. Nie chciałam kończyć tej chwili...Czułam się jak w jakieś bajce, jakbym była królewną. Czułam ogromne bijące od niego ciepło i
takie bezpieczeństwo, którego nigdy nie czułam... To było takie niezwykłe. Ja go chyba po prostu
kocham...Po pewnej chwili oderwaliśmy od siebie.
- Jesteś
teraz szczęśliwa ?. – zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
- Tak,
bardzo. – te słowa i tak nie były wyrażające moich emocji, bo ich się nie dało
opisać słowami.- A ty ?- zapytałam go nie pewnie. Nie wiedziałam czy jemu
zależy...bo nigdy tego nie okazywał...
- Ja jak
nigdy. I nikt nie jest bardziej szczęśliwy ode mnie..chyba na całej ziemi . –
wiedziałam że mówił to prosto z serca. Jego oczy były przesiąknięte miłością i
czułością jaką nigdy nie znałam ani nie zaznałam.
* Martin *
Już po 23, a
ona nadal się nie budziła !. Nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak
bardzo mnie to niepokoiło … strasznie się bałem. Zresztą nie tylko mnie, Bena i
Alice też. Nie wspominając o Chrisie czy Jenn. Każdy czekał, aż otworzy oczy.
Da jakiś znak życia. Wszyscy oprócz Jaspera i Jenny siedzieli na korytarzu.
- Jedna
osoba z państwa może wejść na chwilę do Kathy. Tylko jedna, ponieważ nie chcemy
żadnego kłopotu. Pacjentka nadal nie odzyskała przytomności. – powiedział lekarz wychodząc z sali na
której leżała moja najukochańsza dziewczyna. Niestety wiedziałem, że Ben i tak
tam pójdzie.
- Martin, ty
idź. Wiem że ona ucieszy się bardziej jak to będziesz ty. – powiedział dając mi
otuchy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech wdzięczności. W końcu mogę ją
zobaczyć !. Szybko wstałem i wszedłem do pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi, gdy
moje oczy ją ujrzały, skamieniałem. Była taka blada, taka nie obecna, taka
bezradna, przyczepiona do tych wszystkich maszyn, które co jakiś czas
piszczały. Postanowiłem z trudem podejść do niej. Usiadłem na krześle obok,
łapiąc ją za rękę.
- Kochanie,
to ja. Wiem, że mnie słyszysz. Przepraszam cię za wszystko … - z moich oczu
polały się łzy. – Ja wiem że to nie wystraszy. Nigdy sobie tego nie wybaczę, że
przeze mnie tak cierpisz … Ale muszę ci coś powiedzieć. Ja wiem, że to już
teraz bez znaczenia bo i tak nie chcesz mnie znać, ale to nie były moje
narkotyki. Nigdy niczego takiego nie brałem. Po prostu chcę żebyś to wiedziała.
Wiedz, że jesteśmy tu wszyscy ja, Jenny, Chris, Ben, Alice, a nawet Jasper. Każdy
czeka, aż się w końcu obudzisz. Będę tu tak siedział całymi dniami, aż otworzysz
oczy. Ja wiem, że tak będzie. Że jeszcze będziesz się uśmiechać, tak jak nikt
nie potrafi. Bez ciebie ten świat będzie smutny i nie da sobie rady, bo ty je
orzeźwiasz, dajesz mu nadzieję. Gdy ciebie już nie będzie świata też, bo pewnie
pomyśli tak jak my wszyscy, że teraz już nie ma sensu być… - nagle poczułem jak
ktoś ledwie co, słabo uścisnął moją dłoń …
____________________________________
No hejo ;D I mamy kolejny rozdział ;D Mam nadzieję, że się podoba :)
Chcę podziękować wam za wspaniałe komentarze i nowych obserwatorów ;D Nawet nie wiecie jak się cieszę ! ;D JESTEŚCIE WSPANIALI ♥♥♥
Oczywiście zachęcam do dalszego komentowania :D
X.O.X.O
♥♥♥
____________________________________
No hejo ;D I mamy kolejny rozdział ;D Mam nadzieję, że się podoba :)
Chcę podziękować wam za wspaniałe komentarze i nowych obserwatorów ;D Nawet nie wiecie jak się cieszę ! ;D JESTEŚCIE WSPANIALI ♥♥♥
Oczywiście zachęcam do dalszego komentowania :D
X.O.X.O
♥♥♥


TAK! *,*
OdpowiedzUsuńbudzi się, a przynajmniej daje jakieś znaki życia!
ale się jaram.... <3
no i Jenny pocałowała Jaspera.
jakże słodko. ;)
czekam na kolejny.
swietne po prostu swietne ;*/Sylwia.
OdpowiedzUsuń