*Jenny *
Nie
wiedziałam co się dzieję. Straciłam równowagę i upadłam na coś twardego. Zbyt
twardego… Nagle przed oczami pojawiła się ciemność, poza nią już nic nie
widziałam … zemdlałam.
- Jenn ?
Jenn ! – usłyszałam jakieś krzyki … Starałam się otworzyć oczy, ale nie mogłam
… - jejku, no ! Obudź się w końcu ! – i znów ten sam głos … zebrałam w sobie wszystkie
siły, aby otworzyć oczy. Gdy tylko to zrobiłam znów zakręciło mi się potwornie
w głowie.
Obraz był zamglony, dlatego nie mogłam rozpoznać kto cały czas
wymawiał moje imię. - Dzięki Bogu ! W końcu ! – Przecież to była Kathy !. Na
szczęście widziałam już coraz lepiej. Za mną i Kathy dostrzegłam jakieś dziwne
odgłosy, jakby … bójka !. Ale zaraz, czy to nie był Jasper ?!. Jasper !. Co on
wyprawia ? i dlaczego bije jakiegoś faceta ?. Przecież to ten sam gość, który
ciągną mnie na parkiet !. No nie !. Czy on naprawdę postradał wszystkie zmysły
?!. Chciałam wstać ale ból głowy mi na to nie pozwolił. Na szczęście Martin,
Chris i paru innych chłopaków już ich rozdzielili. Kathy pomogła mi się
podnieść. Jasper już troszkę ochłoną i podszedł do baru, wciąż cały jeszcze
nabuzowany. Szybko udałam się w jego kierunku.
- Co ty
wyprawiasz ?! Odbiło ci ?!.
- Mi ? To ten
kretyn nie wie co oznacza NIE !.
- Ale ty za
to oczywiście wiesz !.
- Nie możesz
po prostu mi podziękować i zapomnieć o całej sprawie ?. – wypił całym jednym susem
wódkę którą podał mu kelner.
-
Podziękować ?!. Przecież ty go pobiłeś !.- miałam wrażenie, że on w ogóle nie
wie co mówi.
- Wiesz co
?! – szybkim ruchem wstał i staną przede mną tak że nasze czoła się prawie
stykały. – Gdyby nie ja to byś nadal z nim tańczyła mimo własnej woli ! ale ty
przecież byś sobie poradziła, prawda ?! Ty myślisz że ten facet by na tym
skończył ?! Mylisz się !. Ale przecież dla ciebie, to nadal nie jest żadne
wytłumaczenie !. Przepraszam cię, że przeze mnie zemdlałaś. Chciałem cię tylko
chronić !. – szybkim krokiem wsiadł na swój motor i z piskiem opon odjechał.
Stałam tam jak wryta. W końcu do mnie dotarło, że miał rację. On mnie obronił,
a ja na niego naskoczyłam…
- Jak się
czujesz ? – podeszła do mnie Katherina.
- Pytasz o
mój stan psychiczny czy fizyczny ? – spytałam ze smutnym uśmiechem.
- O to i o
to.
- Fizyczny
całkiem ok. Psychiczny nie pytaj. - kurde głupio mi teraz, że tak na niego
naskoczyłam. Ja to zawsze muszę wszystko schrzanić.
- Nie martw
się, jeszcze dzień się nie skończył !. Z resztą dzisiaj przecież śpisz u mnie
!. Zrobimy sobie babski wieczór, manikiur i te sprawy. – Kathy przytuliła mnie,
a mi się od razu humor poprawił. Zawsze ona jest w stanie mi go poprawić !.
- Co ja bym
bez ciebie zrobiła ?
- Wiesz ?
Też często się nad tym zastanawiam...- obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
*Martin *
Widziałem
jak Katherina rozmawiała z Jenny. Wiedziałem, że ona zadba o zdrowie mojej
siostry, dlatego zacząłem szukać Chrisa. Nigdzie go nie było. Dopiero po pół godzinnym szukaniu, zauważyłem
go kawałek od plaży.
- Ej Chris
!! Co ty tu robisz ?- zacząłem wołać. Chłopak jakby się trochę speszył ?
Wymieniał się czymś z jakimś zbudowanym dryblasem. Coś tak jakby … Liam ? Nie
no, bez przesady !. Chris i Liam ? nigdy w życiu !. Ale co ten chłopak dał mu ?
- Co to jest ? Co on ci dawał ?
- Co
panikujesz ? Nic takiego !- widziałem , że ściemnia . Za dobrze go znam.
- Nie jestem
głupi !
- Ogarnij !
koleś chciał ognia , a ja miałem zapalniczkę. Chyba nie zrobiłem żadnego
przestępstwa.?- chodź mnie zapewniał,
czułem , że coś jest nie tak.
- Ale co ty
tu w ogóle robisz ? Nie dawno jeszcze tańczyłeś z jakąś blondyną . – to było do
niego nie podobne, zawsze jak wyrywał jakąś laskę to od pędzić go nie można
było od niej.
- Ziom co to
za przesłuchanie ? Chciało mi się przejść, to się przeszedłem ok ? Jeszcze masz
jakieś pytania ?
- Dobra
okej. Już się tak nie bulwersuj.
- Cho na
parkiet. Pewnie dziewczyny już się za nami stęskniły.
- No za tobą
na pewno. – wybuchliśmy oboje śmiechem.
- Gdzie jest
Jasper ? – spytał po chwili Chris.
- Z Jenn się
posprzeczał i pojechał do domu.
- No tak.
Jenny dobrze robi, ten chłopak jest nie dla niej. – nie bardzo rozumiałem co ma
namyśli, ale nie wnikałem, bo doszliśmy już na plaże, gdzie była za głośna
muzyka, żeby gadać.
Przetańczyliśmy
chyba z pięć godzin i co dziwne nikt nie czuł się zmęczony. Jednak wiedziałem,
że to może zaszkodzić Kathy .
- Wracamy ?
- Nie no weź
! Jest jeszcze wcześnie ? - I jak zwykle w tej sprawie Kathy krzyczała
najgłośniej.
- Wcześnie ?
Mała jest trzecia nad ranem .- pocałowałem ją
w czoło i wziąłem ją na ręce bo wiedziałem, że jej inaczej niż siłą stąd
nie wyciągnę.
- A tak się
świetnie bawiłam. – powiedziała smutnym głosem, ale zaraz potem zaczęła się
głośno śmiać.


Ojej.. słodko ;-) Pisz dalej ;*
OdpowiedzUsuńświetny rozdział!
OdpowiedzUsuńtylko trochę krótki. ;<
czekam na next! *,*
one-direction-back-off-camera.blogspot.com
marzenia-1d-opowiadania.blogspot.com
Oł woooow! *.* Jak zawsze rozdział wyczpesty xd taaaki suodki! :*** Czekam oczywiście na nextaa! Tylko szybko proszę xD <3
OdpowiedzUsuń