*Martin*
Stałem pod jednym z setki filarów na balkonie u Georginy,
wpatrzony w Katherine, która świetnie,
się bawiła z jakimś chłopakiem tak na oko pewnie był z jej klasy.
Tak
cholernie chciałbym być na jego miejscu ! Szkoda tylko , że do tańca mam dwie
lewe nogi.
-Ej Martin ocknij się !-Jen stała przede mną wymachując
rękami.
-Nauczysz mnie tańczyć ?-Błądząc jeszcze w myślach wypsnęło
mi się.
-Jasne. Pod warunkiem, że powiesz, która jest tą
szczęściarą, że chcesz sie dla niej uczyć?
-Po prostu chce umieć. – zapewniałem ją mając nadzieję, że
nie będzie dociekać. – a swoją drogą znasz tego kolesia, który tańczy z Kath ?
- Nie… on chyba nie chodzi z nami do szkoły… A co ? to dla
niej chcesz się uczyć ?! – zaczęła się śmiać, a ja się nie źle wkopałem z tym
pytaniem…
- Ok. ok. zgadłaś, ale masz jej nic nie mówić ! bo jak nie
to będzie źle ! – zacząłem jej grozić palcem.
-ok. ok… to może odprowadzisz swoją wybrankę do domu? Tato kazał jej być o północy w domu, a ja
wrócę z Liamem ? -byłem zadowolony bo w końcu będę mógł spędzić z nią trochę czasu.
-W co ty się pakujesz
? On ma dziewczynę. – naprawdę mnie to wystraszyło, przecież Geogina mogła jej
życie zniszczyć w jeden dzień.
-Sam mi zaproponował , więc chyba nie ma problemu. – zapewniała mnie Jen.
-No dobra. Ale proszę cię uważaj okej ?- gdyby nie wchodziła
w grę Katerina nigdy bym się nie zgodził, ale tak bardzo ją lubię …
-Dobra.-pocałowała mnie w policzek i poszła.
Nadal myślałem o Katherinie ,gdy nagle ktoś do mnie podbiegł. Podskoczyłem
z przerażenia.
-Spokojnie. To tylko ja ..-Uśmiechnęła się Kath -Możemy już iść ?
-Jasne..-wyszliśmy z willi Georginy i szliśmy słabo
oświetloną ulicą.
-Jak tam relacje z tatą ?-zapytałem.
-Z tatem jest całkiem
okej..ale ma córkę...
-Ma córkę ?!
-To znaczy
jego żona ma córkę z poprzedniego małżeństwa.-nie była zbytnio zachwycona.-Jest
w naszym wieku…To znaczy w moim… W ogóle nie mogę się z nią dogadać. Cały czas,
się kłócimy przede wszystkim dlatego że ona uważa, że "zabrałam" jej połowę
pokoju, spokój
no i tatę !
, tak wiem to mój biologiczny tato, a nie jej, ale mówię ci ona jest głupia,
pusta i nic nie rozumie !
-Twój tato
nie reaguje ?
-Ma mnóstwo
problemów w pracy , z moją mamą , gdybym dołożyłam mu jeszcze problem z
Megan...
-Nie
przejmuj się . Na pewno sobie poradzisz..Jak już mówiłem dzielna z ciebie
dziewczyna- objąłem ją ramieniem i na chwilę do siebie przyciągnąłem. Chciałem
tak iść przez całą drogę, ale ona pewnie nie była by tym zachwycona, więc
szybko opuściłem ramię. Po chwili zauważyłem , że się trzęsie.
-Zimno ci ?
– zapytałem.
-Nie...-
pokręciła przecząco głową - no może trochę.- dodała szybko, a ja zdjąłem bluzę
i okryłem ją.
-Dziękuje.
-Wiesz, a
może , żeby nie męczyć się jutro po południu z Megan poszłabyś po szkole ze mną do kina
?- Zdobyłem się na odwagę choć tak bardzo bałem się odpowiedzi.
-Pewnie
czemu nie. Tylko błagam, żeby to nie było żadne romansidło. Jen mnie tym
zamęcza. - dodała znudzonym głosem.
-Okej… mi to
pasuje. -zaczęliśmy się śmiać.
Zbliżaliśmy
,się do jej domu, a ja żałowałem , że muszę się już z nią rozstać. Jej oczy
iskrzyły, a uśmiech nie schodził z buzi.
-To do
jutra.
-O drugiej
?- zapytałem.
-Extra.-
odwróciła się i chciała odejść.- A ! Martin ! bluza..zapomniałabym. - Podeszła,
oddała mi ją , nagle stanęła na palcach
i pocałowała mnie w policzek
, a dla mnie to było coś więcej niż tylko zwykły,
nic znaczący buziak.
-Dobranoc .
-Dobranoc.-
odpowiedziałem i patrzyłem jak znika za drzwiami. Nie mogłem się doczekać jutra…
gdy ją znowu zobaczę.
Odwróciłem
się by już odejść. Nagle przede mną stanęła plastikowa lala. Była bardzo
podobna do Bena żony, więc szybko doszedłem do wniosku , że to Megan.
-Hej
przystojniaku.- Była trochę podpita.
-yyy… chyba
powinnaś być w domu. – po moim głosie, każda dziewczyna by się domyśliła, że
nie jestem zainteresowany.
-Czemu ?
Takie ciacho spotkałam..więc może się przejdziemy ?- podeszła do mnie łapiąc
mnie za bluzę.
-Chyba
nie...-próbowałem odejść.
-Gdzie się
wybierasz .? – zapytała uwodzicielskim głosem.
- Do
domu..tobie też to radzę. – odpowiedziałem stanowczo.
-Boniu .!
Ale z ciebie sztywniak.
Mało mnie
obchodziło co o mnie myślała. Strząsnąłem jej ręce z siebie i odszedłem. Nienawidzę
takich jak ona. Myślą , że są atrakcyjne...żenada.
Wszedłem do
domu.
-Co wy
zgubiliście się czy co ? - zaśmiała się Jen.
-Nie po
prostu rozmawialiśmy...Ty wiesz, że ojciec Kath ...to znaczy jego żona ma
córkę.?
-Tak
Katherina coś wspominała a co ?
-Wpadłem na
nią..wyglądała jak Georgina, gdy polowała na Liama. – po wyrazie jej twarzy
zrozumiałem, że nie jest zachwycona słuchaniem o Georginie…
*Katherina*
-Co się
tłuczesz ? - zapytałam , gdy Megan wlazła do pokoju.
-Chyba
wchodzę do swojego pokoju...co nie ? – już stąd czułam od niej alkohol. Co jak
co, ale alkoholu naprawdę nie nawiedziłam !
-No tak
zapomniałam , że to twój pokój... – odparłam z oburzeniem.
-A swoją
drogą to ładny ten twój chłopak.- uśmiechnęła się złowrogo.
-Jeśli go
tkniesz ! - zagroziłam.-Nie ręczę za siebie !!
Nie odezwała
się już więcej. Miałam nadzieję , że
zrozumiała...Zależy mi na Martinie nie mogę go stracić , kiedy w końcu mnie
zauważył i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby ona go nie zabrała czy
skrzywdziła !!!



Świetny rozdział <3 Cudo :*
OdpowiedzUsuńZABÓJCZE!! <3
OdpowiedzUsuńO Bosz... Kocham too! Ja to tylko napisze, że czekan na nn. :*
OdpowiedzUsuńAwrr :**<3